Wrośniak różnobarwny to
występujący powszechnie grzyb, o niezwykłych właściwościach. Silnie
wzmacnia układ immunologiczny, a poza tym udowodniono, że leczy raka i niweluje
skutki uboczne chemio- i radioterapii. Jest stosowany w profilaktyce i leczeniu
wczesnych stadiów boreliozy.
Wrośniak był stosowany już w tradycyjnej medycynie
chińskiej, dorobił się nawet opinii najbardziej poszukiwanego grzyba witalnego.
Wg chińskiej medycyny, grzyb ten oczyszcza ciało z flegmy, uzupełnia krew
serca, wzmacnia układ
odpornościowy. Używano go do leczenia problemów z trawieniem i
wątrobą, ale też tych natury duchowej: wrośniak uspokaja,
przeciwdziała bezsenności i kołataniu serca. Usuwa niepokój i rozdrażnienie.
Herbata z wrośniaka ma tysiącletnie tradycje w Azji.
Dzięki
swoim silnym właściwościom immunostymulującym, fitoterapeuci polecają wrośniaka
również w profilaktyce i w zwalczaniu wczesnych stadiów boreliozy.
Nasilenie odpowiedzi immunologicznej jest efektywną metodą walki z tą chorobą.
Wrośniak
hamuje wzrost komórek nowotworowych in vitro i in vivo. Łagodzi
negatywne skutki leczenia z wykorzystaniem chemio- i radioterapii, takie
jak zmęczenie, utrata apetytu, nudności i ból. Zdolny jest odbudować osłabioną
przez chemioterapię odpowiedź immunologiczną: w 2012 roku FDA (amerykańska
rządowa Agencja Żywności i Leków) dopuściła zastosowanie wrośniaka do badań
klinicznych nad nowotworami. Dokładniej rzecz biorąc, badano działanie
polisacharydu K, wyekstrahowanego z wrośniaka. Badania prowadzone przez
University of Minnesota Medical School i Bastyr University skupiły się na
kobietach z rakiem
piersi. Udowodniono lecznicze działanie wrośniaka. U kobiet,
które przyjmowały suchy ekstrakt z grzyba przez 4 tygodnie, stwierdzono wzrost
odporności (aktywację cytokin i limfocytów NK) przy jednoczesnym braku skutków
ubocznych.
Wykazano
również działanie wrośniaka na raka jelita grubego i wiele innych schorzeń (zakażenia górnych
dróg oddechowych, choroby płuc, chłoniaki, infekcje dróg moczowych). Badania wykazały
zdolność wrośniaka w zatrzymywaniu przerzutów.
W praktyce terapeutycznej Wrośniak jest najpotężniejszym wojownikiem
przeciw różnym rodzajom patogenów.
Sa to: bakterie, chlamydia, wirusy,
drożdże, borelia, ziarniaki czy komórki nowotworowe.
Skanuje nasz organizm i szuka tych
szkodników, a potem niszczy je. Nie robi tego bezpośrednio, ale za pomocą
poszczególnych komórek naszego układu odpornościowego. Z grzybów jest w
tym najlepszy.
Podobny jest trochę do grzyba Reishi, ale ten jest bardziej odżywczy, lepiej
wspiera żywotność. Trochę podobny do Chagi, ale ten bardziej koncentruje się na
układzie pokarmowym.
Jest najczęściej stosowanym grzybem w rozmaitych problemach onkologicznych.
Jest podawany w leczeniu:
raka płuc
raka
przełyku
raka piersi
raka szyjki macicy
raka krwi (białaczce)
raka tkanki limfatycznej(chłoniaka)
raka jelita
raka skóry (czerniak)
raka mózgu
również w leczeniu raka pod pępkiem
oraz zawsze gdy są przerzuty
Może być stosowany i dobrze jest go podawać podczas konwencjonalnego
leczenia, czyli chemioterapii lub radioterapii. Pomaga nie tylko likwidować
komórki nowotworowe, ale również pomaga organizmowi radzić sobie z trudnym
konwencjonalnym leczeniem, któremu często towarzyszy wiele nieprzyjemnych
skutków ubocznych.
Ma znaczące oddziaływanie na wirusy.
Oddziałuje doskonale na rożne rodzaje
brodawek i opryszczki .
Dużym obszarem jego oddziaływania związanego z powyższym jest tak zwany
„ukryty patogen”. Aby nasza
odporność miała wszystkie patogeny pod kontrolą, wiele zależy od naszego
stylu życia. Przeważnie jednak nie żyjemy w idealnym otoczeniu, odżywiamy się
tak, jak się odżywiamy, pracujemy więcej, niż powinniśmy, więc osłabiamy naszą
odporność, w walce tej potem wygrywają patogeny.
To jest magia grzybów leczniczych. Mogą nie tylko wyeliminować patogeny, ale
także wzmacniać nasz organizm, aby je „trzymać w ryzach”. Wynika to
z wyjątkowych właściwości grzybów leczniczych. Żadne zioło tego nie
potrafi lepiej.
Jest doskonałym środkiem do detoksykacji organizmu.
Może być również stosowany w ostrych zakażeniach układu oddechowego. Podawana
jest większa dawka przez kilka dni. Zwykle z beta-glukanem.
Odporność potrafi nie tylko stymulować, ale tak jak większość grzybów może ją
tłumić, jeśli jej odpowiedź jest nieproporcjonalna. Stosuje się w chorobach
autoimmunologicznych: gruczołu tarczycy, reumatoidalne zapalenie stawów, astma
oskrzelowa itd.
Ma również wyraźne działanie
przeciwzapalne zarówno w zapaleniu ostrym, jak i przewlekłym.
Podobnie jak większość grzybów leczniczych, ma działanie hepatoochronne, chroni
i regeneruje komórki wątroby.
Jest stosowany również w stanach zmęczenia, często z Reishi lub
Cordycepsem.
Płyn Lugola można
zażywać doustnie (dawniej często, obecnie sporadycznie) przy niedoborze
jodu, w nieżycie oskrzeli, przy suchym kaszlu, przy miażdżycy i w
chorobie wieńcowej. Jod przyśpiesza przemianę materii, nasilając
przemiany kataboliczne (rozkładu) w ustroju (za pośrednictwem hormonów
tarczycy – trijodotyroniny u tyroksyny).
Doustnie można zażywać 2-3 razy dziennie 5-10 kropli płynu Lugola (w mleku z miodem).
W razie skażenia promieniotwórczego zaleca się przyjęcie preparatu jodu.
Rośnie
liczba danych, które wskazują, że Amerykanie cieszyliby się znacznie
lepszym zdrowiem i znacznie niższą częstością występowania raka i
torbieli w tkance włóknistej piersi, gdyby spożywali więcej jodu. Spadek
ilości spożywanego jodu połączony ze wzrostem konsumpcji
konkurencyjnych chlorowców, fluoru i bromu zrodził epidemiczny niedobór
jodu w Ameryce.
Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych spożywają średnio
240 mikrogramów (μg) jodu dziennie, podczas gdy Japończycy ponad 12
miligramów (mg) (12 000 μg), czyli pięćdziesiąt razy więcej. Japończycy
spożywają wodorosty morskie, takie jak brązowe algi (klep), czerwone
algi (arkusze nori z sushi) i zielone algi (chlorellę). Mieszkańcy min
Honsiu, Kiusiu i Sikoku spożywają nawet 45 mg jodu (znajdujący się jod w
14,5 grama wodorostów), na Hokkaido nawet 200 mg jodu.
Wg
raportów w USA na raka piersi zapada dziś co siódma Amerykanka a jeszcze
trzydzieści lat temu, kiedy spożycie jodu było dwa razy wyższe (480
μg), na raka piersi zapadała co dwudziesta kobieta.
Badania
przeprowadzone na zwierzętach pokazują, że jod zapobiega rakowi piersi.
Inne badania podają też, że najbardziej narażone na rakowacenie komórki
przewodowe w piersi są wyposażone w jodową pompę (symporter jodku sodu,
taki sam, jak posiada gruczoł tarczycy) do wchłaniania tego pierwiastka.
W roku 1966 rosyjscy naukowcy wykazali po raz pierwszy, że jod
łagodzi objawy torbieli w tkance włóknistej gruczołu piersiowego.
Wiszniakowa i Murawiewa potraktowały 167 kobiet cierpiących na torbiele w
tkance włóknistej gruczołu piersiowego 50 gramami KI (jodku potasu) w
okresie menstruacyjnym i u 71 % wystąpił korzystny efekt leczniczy.
Szersze badania przeprowadzane były tez przez Ghenta i jego
współpracowników na kobietach w Kanadzie, w Seattle i wykazały, że jod
ma statystycznie istotny, korzystny efekt na torbiele w tkance
włóknistej gruczołu piersiowego. Wyniki zostały zamieszczone w 1993 roku
w magazynie Canadian Journal of Surgery. Zaobserwowano, że jod
zmniejsza wrażliwość, guzowatość, zwłóknienie i obrzmienie piersi oraz
liczbe torbieli olbrzymich.
Wyniki badań zostały przekazane do
Urzędu ds. Żywności i Leków (Ford and Drug Administration FDA) w 1995
roku, aby ten pozwolił na dalsze badania (tzw. losowa kontrolowana próba
kliniczna z jodem jako środkiem przeciwko torbielom w tkance włóknistej
gruczołu piersiowego). FDA odmówił wydania zgody na badania,
oświadczając kierownikowi badań dr’owi Donaldowi Lowowi, że „jod jest
substancją naturalna a nie lekiem”.
W dzisiejszej medycynie jod
jest traktowany głównie jako środek odkażający, używany np. podczas
zabiegów chirurgicznych do dezynfekcji skóry. Generalnie panuje opinia,
że jodu potrzebuje głównie tarczyca do wytwarzania tyroksyny (T4) i
trijodotyroniny (T3), a tarczyca potrzebuje tylko śladowe ilości jodu,
70 μg dziennie do wytworzenia wymaganych ilości T4 i T3. Stąd w opiniach
lekarzy wystarczą mikrogramowe ilości jodu w dziennym spożyciu,
jednocześnie ignorują lub nie biorą pod uwagę badań, które dowodzą, że
jod w większych ilościach daje pozatarczycowe korzyści, szczególnie dla
kobiecych piersi.
Jod potrafi również usuwać z organizmu
toksyczne chemikalia, jak fluorki, bromki, ołów, aluminium, rtęć i
biologiczne toksyny, powstrzymuje wytwarzanie przeciwciał przeciw
własnym antygenom, wzmacnia adaptacyjny układ immunologiczny i chroni
przed nienormalnym rozrostem bakterii w żołądku.
Poza tarczycą i
sutkami również inne tkanki są wyposażone w pompę jodową (symporter
sodu/jodu). Śluzówka żołądka, ślinianki i gruczoły sutkowe potrafią koncentrować jod niemal do takiego samego stężenia, jak tarczyca
(40-krotnie większego od stężenia we krwi). Inne tkanki wyposażone w
taka pompę to jajniki, grasica, skóra, splot naczyniówkowy w mózgu
(produkujący płyn mózgowo-rdzeniowy) oraz stawy, arterie i kości.
Dzisiejszy
establishment medyczny odnosi się do jodu nieufnie – jest to w końcu
najnaturalniej występujący, niemożliwy do opatentowania
niefarmaceutyczny środek (!). [moja uwaga: czyt. niedochodowy i za
bardzo skuteczny]
Zalecana dzienna dawka jodu przez organizacje
zdrowia na 100-150 μg/dziennie jest wyraźnie niezgodny z danymi
wskazującymi na jego wyższe zapotrzebowanie. Te dane to wyniki badan na
zwierzętach, badań In vitro na szczepach ludzkich komórek rakowych,
klinicznych prób jodu w przypadku torbieli w tkance włóknistej gruczołu
piersiowego. Oraz dane epidemiologiczne. Spożywanie jodu w ilości 150
μg/dziennie zapobiega wolu i innym znanym dolegliwościom wynikającym z
niedoboru jodu, ale nie zapobiega rakowi piersi. Zapobieganie rakowi
piersi wymaga znacznie wyższych dawek jodu.
Po odkryciu w roku 1811
jod był wykorzystywany do leczenia wielu chorób aż do połowy lat 1900,
kiedy to endokrynolodzy specjalizujący się w tarczycy ostrzegli, że jego
„nadmiar” wpływa niekorzystnie na jej funkcjonowanie. Jod jest
skuteczny w leczeniu różnych schorzeń skóry, chronicznej choroby płuc,
grzybic, trzeciorzędowej kiły, a nawet stwardnienia tętnic, w ilościach
mierzonych w gramach.
Jod najczęściej możemy spotkać w formie
nieorganicznej (nieradioaktywnej) jako jodek I- oraz jod molekularny I2 .
najpopularniejsze źródło to jodek potasu KI, występuje min w popularnym
płynie Lugola (w jednej kropli jest 6,3 mg molekularnego jodu/jodku, w
Jodynie).
Lekarze przez wiele lat stosowali jodek potasu w
początkowych dawkach od 1,5 do 3 gramów aż do ponad 10 gramów dziennie w
leczeniu astmy oskrzelowej oraz w przewlekłej obturacyjnej chorobie
płuc i to z dobrymi rezultatami i zadziwiająco małą liczbą efektów
ubocznych.
Dr Guy Abraham, były profesor położnictwa i ginekologii
na Uniwersytecie Kalifornijskim, po przeczytaniu w 1997 r. pracy Ghenta
na temat stosowania jodu w leczeniu torbieli, powołał do życia „ Jodowe
Przedsiębiorstwo”. Mając swoją własna firmę Optimom Corporation
produkująca Iodoral (roztwór Lugola w postaci tabletek), zatrudnił dwóch
praktykujących lekarzy domowych do przeprowadzenia klinicznych badań
Iodoralu.
Jego badania wskazują, że po podaniu wystarczającej ilości
organizm zatrzyma znacznie więcej jodu, niż pierwotnie sądzono – 1500
mg, przy czym jedynie 3% tej ilości zatrzyma tarczyca.
Ponad 4000
pacjentów objętych tym badaniem spożywa dziennie od 12,5 do 50 mg jodu, a
diabetycy do 100mg dziennie. Badacze zauważyli, że jod rzeczywiście
usuwa torbiele w tkance włóknistej gruczołu piersiowego, że pacjenci
cierpiący na cukrzycę potrzebują mniej insuliny, że pacjenci z
niedoczynnością tarczycy wymagają mniej intensywnego leczenia, że
zanikają objawy włókniakomięśniaka i że znikaja migrenowe bóle głowy u
cierpiących na nie osób. Funkcje tarczycy pozostały bez zmian u 99%
badanych. Niepożądane skutki jodu – alergie, opuchnięcie ślinianek i
tarczycy oraz jodzica (zatrucie jodem) – wystąpiły zaledwie u niespełna 1
procent badanych. Jod usuwa z organizmu toksyczne chlorowce: fluor i
brom. Jodzica, nieprzyjemny metaliczny posmak, cieknący nos i podobne do
trądziku zmiany na skórze, jest powodowana przez brom, który jod
ekstrahuje z tkanek. Symptomy znikaja przy zmniejszonej dawce jodu. Ludzie
którzy przyjmują jod w takich ilościach, donoszą, że maja znacznie
lepsze samopoczucie, że są pełni energii i mają jaśniejszy umysł. Czują,
że jest im ciepło w zimnym otoczeniu, że potrzebują mniej snu, że
poprawia im się cera i że maja bardziej regularne ruchy jelit.
A
zatem póki co powinniśmy naśladować Japończyków, zwiększając ilość
spożywanego jodu, np. poprzez zjadanie morskich wodorostów, bądź przez
zażywanie od dwóch do kilku kropli płynu Lugola.
Płyn Lugola
kosztuje niewiele ponad 5 zł, eksperymentuję na sobie, warto
zwrócić w aptece uwagę, by zakupić wodny roztwór jodu, a więc płyn
Lugola robiony na wodzie a nie na glicerolu. Generalnie na ulotkach
pisze, że do użytku zewnętrznego, na wodnym roztworze pisze także że
doustnie kilka kropli wg ustaleń lekarza. Co ciekawe płyn Lugola jest
stosowany także w terapii Gersona.
Ojciec Edmund Szeliga, nieżyjący już polski misjonarz mieszkający w Peru, w Limie, skutecznie leczył ludzi z AIDS. A z rakiem, nawet w najbardziej złośliwych postaciach, radził sobie lepiej niż wielu najznakomitszych onkologów świata!Ojciec Szeliga nie szukał rozgłosu, wolał pozostać z dala od zgiełku współczesności, sądząc że w ten sposób lepiej niż w świetle jupiterów może służyć chorym. Mimo, że nie ma dyplomu lekarskiego leczył skutecznie choroby śmiertelne. W swoim długim i niezwykłym życiu wiele czasu spędził wśród Indian nad górną Amazonką i uczył się od nich przedziwnych metod leczenia. Dzięki tak zdobytej wiedzy w ciągu kilkudziesięciu lat wyleczył co najmniej 30 tysięcy osób.
"-Dlaczego właśnie fitoterapia, zdaniem Ojca, jest przyszłością medycyny? Skąd ten optymizm? Czy dlatego, że cały świat uważa, iż medycyna znalazła się w ślepym zaułku, że jest za droga, zapatrzona w poszczególne organy i tracąc z pola widzenia całego człowieka?
- W tym pytaniu jest odpowiedź - śmieje się Ojciec Szeliga - Współczesna medycyna stała się ogromną i ciężką machiną. Dla wielu lekarzy, szpitali, przerodziła się w bardzo dobry interes i w pewnym sensie zaczęła przypominać... przemysł zbrojeniowy. Stała się molochem, który prawie nie zwraca uwagi na cierpienia człowieka. Skutecznie więc oddziela lekarza od pacjenta. Zamiast leczyć, strzela do człowieka kobaltem i chemioterapią. To tak jakby małą sprzeczkę w rodzinie chciało się rozwiązywać za pomocą bomby atomowej!
... W rzeczywistości najlepszym lekarzem jest sam organizm. Nasze zadanie powinno polegać jedynie na tym, żeby pomóc mu w samouleczeniu. Organizm trzeba maksymalnie uaktywniać, przygotowywać do samoobrony. Jeśli uda się uruchomić wewnętrzne obronne mechanizmy, bardzo szybko okażą się one dużo bardziej skuteczne niż najbardziej wymyślne zabiegi współczesnej medycyny."
Zioła, które stosował Ojciec Szeliga miały na celu pobudzić organizm do obrony. Jego metody były proste i tanie.
Tajemnica ziołolecznictwa polega bowiem na tym, że zioła czyszczą organizm z wszystkiego, co w nim zalega i co utrudnia jego pracę, a po drugie - fitoterapia mobilizuje system immunologiczny do samoobrony. Środki konwencjonalne działają natomiast dokładnie na odwrót. Zanieczyszczają krew i organy wewnętrzne, odbierając im ochotę do przeciwstawienia się chorobie. W ten sposób, leczenie zamiast pomagać, często szkodzi organizmowi.
Pełna kuracja antynowotworowa Szeligi ma kilka etapów i trwa kilka, niekiedy kilkanaście tygodni. Pierwszy etap zwykle polega na oczyszczeniu organizmu z wszelkich zanieczyszczeń i farmakologicznych pozostałości, jakie gromadzą się w organach wewnętrznych po przyjmowaniu leków. Przez pierwsze 6 miesięcy - zgodnie z indiańską recepturą - podawane jest kolejni w cyklu 2-tygodniowym manayupa, flor de arena i hercampuri.
Kolejne etapy różnią się w zależności od zlokalizowania nowotworu i w jakiej fazie się znajduje. Ogólnie jednak można powiedzieć, że najpierw w cyklu miesięcznym podawana jest vilcacora, a następnie - przez ok. 40 dni smocza krew - sangre de drago. Każda z tych substancji ma właściwości antyrakowe, lecz działa w nieco odmienny sposób. Ich kombinacja w bardzo wysokim stopniu okazuje się skuteczna. Dla Ojca Szeligi nie było przypadków beznadziejnych. Obie z wymienionych substancji i vilcacora i sangre de drago mają znakomite własności zapobiegawcze i podawane w mniejszych dawkach niż podczas leczenia w zasadzie wykluczają prawdopodobieństwo zachorowania na raka. Jeśli dodamy do tego powtarzaną rok w rok kurację oczyszczającą organizm za pomocą kombinacji te indio, manayupy i hercampuri, można powiedzieć, że znamy już skuteczną metodę przeciwdziałającą zachorowaniom na raka!
Ojciec Szeliga leczył też skutecznie ludzi z AIDS! Oto rośliny, które w tym celu stosował:
"-Pierwszą rośliną jest drzewo tahuari ((inna nazwa Pau d´Arco)- wywar z jego kory (20 g na 1 l wody) pity przez 2-3 miesiące 3 razy dziennie przywraca zdolność immunologiczną organizmu i powoduje ustąpienie objawów AIDS. Inną rośliną o podobnym działaniu jest shimbillo; strąki tej rośliny zawierają substancje skutecznie powstrzymujące rozwój AIDS
i powodujące istotny regres choroby. Następną pod względem
skuteczności w zwalczaniu wirusa HIV i w pełni rozwiniętego AIDS jest muňa muňa -
krzak występujący na gliniastym podłożu w górzystej dżungli, którego
najważniejszą częścią jest korzeń otaczany przez Indian taką samą czcią,
jak w Chinach otacza się żeń-szeń. Do tego dodać należy perroę - także krzak, niskopienny, górskie choquetarpo i liściaste, puszczańskie huaco blanco."
Amazońska
puszcza jest wg Ojca apteką przyszłości, na której niezliczonych
półkach znajduje się wiele nieznanych jeszcze lekarstw. vilcacora (czepota puszysta, zwana też kocim pazurem)-
królowa wszystkich roślin leczniczych w Amazonii. To święte pnącze
Inków,którego stosowanie niegdyś było zarezerwowane tylko dla panującego
władcy i jego najbliższej rodziny. Już w latach 60. na uniwersytecie w
Neapolu, na zlecenie Ojca Szeligi, dokonano szczegółowej analizy
chemicznej, z której wynikało, że roślina ta posiada całkowicie
unikatowy skład alkaloidów i glikozydów, blokujących rozwój wielu odmian raka. Wywar z kilku gramów wiórków vilcacory pity właśnie 3 razy dziennie po szklance okazuje się niezwykle skutecznym lekarstwem nawet przy zaawansowanych stadiach nowotworów.
Roślina ta bardzo dobrze spełnia rolę antyutleniacza, ma działanie antyrakowe, a w sytuacji wystąpienia choroby nowotworowej zapobiega przerzutom i powoduje regres. Duże stężenie glikozydów charakterystyczne dla tej rośliny sprawia, iż ma ona właściwości przeciwzapalne i antywirusowe, wspomaga wytwarzanie białych ciałek krwi, stymuluje system immunologiczny
i wzmaga fagocytozę. Potęguje to siły samoobronne organizmu i prowadzi
do znacznej poprawy stanu zdrowia nawet w najpoważniejszych
schorzeniach.
Vilcacora oddziałuje na nowotwory - co do tego nie ma wątpliwości. Istnieją jednak rośliny, które pod tym względem wcale jej nie ustępują. Smocza krew jest równie skuteczna i to często w takich przypadkach, w których vilcacora zawodzi. W leczeniu nowotworów najgroźniejszych, tak zwanych niskozróżnicowanych, sangre de drago okazuje się najskuteczniejsza.
W licznych przypadkach choroby nowotworowej skuteczne okazują się także tahuari i palo de huaco. Preparaty z tych roślin - podobnie jak vilcacora - powodują zmniejszenie się masy guzów i nacieku okołonowotworowego. Często prowadzi to do zaniku guzów lub ich utwardzenia, a więc do takiego stadium, w którym stają się one mniej ekspansywne, mniej groźne. Wtedy chory musi nauczyć się żyć z tak uwstecznionym nowotworem, musi zmienić tryb życia, i co najważniejszy - dietę. manayupa - andyjska roślina, posiada działanie silnie oczyszczające i rewitalizujące. Leczniczo stosuje się przede wszystkim jej suszone liście, ale w formie naparu można podawać - równie dobrze - gałązki i łodyżki. Dzięki zawartym w niej saponinom, terpenom i chinolom wykazuje silne działanie przeciwhistaminowe, przeciwzapalne, rozkurczowe, rozszerzające oskrzela, moczopędne i oczyszczające.
Obecnie - obok hercampuri, canchalagui i flor de arena - największą rolę odgrywa we wstępnej - oczyszczającej - kuracji antynowotworowej. anuri
- proszek z kory tego drzewa stosowany jest jako antybiotyk w puszczy.
Anuri w istocie nie jest antybiotykiem. Indianie mówią na nią anakira. Ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i rzeczywiście działa jak antybiotyk. Ale co ważne - nie osłabia organizmu... yanali - korzeń tej rośliny ma rewelacyjne działanie przy leczeniu raka żołądka.
Chorych na raka gruczołu krokowego leczą tam sangre de drago, achiote i jeszcze kilkoma innymi roślinami.
Chorych na cukrzycę leczy się pasuchaką, abutą, camu-camu i cuti-cuti. Chorzy po kilku tygodniach zapomnieli co to insulina.
Kierowcy chorzy na niedowład kończyn, dzięki zażywaniu chuchuhasi, palo santo i palo de huco - znów zaczęli przemierzać Peru.
Kobietę chorą na raka piersi w ciągu pół roku postawiono na nogi stosując wywar z canchalagui, vilcacory i tahuari. maca - to warzywo, które z wyglądu podobne jest do rzepy, często określane jest mianem peruwiańskiego żeń-szenia, a ostatnio - peruwiańskiej viagry. Obecnie, dzięki swym niepospolitym właściwościom odżywczym i rewitalizującym, zaczyna przeżywać renesans. Poza wyraźnym działaniem zwiększającym wagę ciała (w tymmasę mięśniową - wspaniały zamiennik dla "koksu" stosowanego przez sportowców) maca podwyższa wydolność fizyczną, pobudza układ odpornościowy, poprawia potencję. Jednocześnie zwiększa płodność.
W doświadczeniach na szczurach zaobserwowano wyraźną korelację między podaniem maki a zwiększoną płodnością, przyrostem masy ciała, a u samic stwierdzono zdecydowanie większą liczbę pęcherzyków Graafa, co wskazuje na znaczny wzrost ich płodności.
Z powodzeniem można ją stosować w leczeniu anemii, niepłodności, impotencji, oziębłości płciowej, osteomalacji, reumatyzmu, artretyzmu, zaburzeń wzrostu, gruźlicy, AIDS i osteoporozy.
O specyfice maki decyduje m.in. to, że niektóre związki wchodzące w jej skład, w wątrobie zamieniają się w hormony. Poza tym maca ma rewelacyjny skład. Posiada białka, węglowodany, witaminy A, B1, B6, B12, sód, potas, magnez, wapń, fosfor, żelazo, chrom, cynk, bor, jod, glin, krzem, bizmut, a także determinujące jej terapeutyczne działanie alkaloidy, glikozydy, steroidy, saponiny, taniny, prostaglandyny, naturalne estrogeny, trójterpeny. Dosłownie wszystko!
Hamuje rozwój osteoporozy, a także pomaga organizmowi uzupełnić ubytki w tkance kostnej.
Dobre efekty przynosi także podawanie maki wyniszczonym chorym na AIDS. Maca zapobiega przyspieszonemu chudnięciu chorych i utracie masy mięśniowej. Dodaje pacjentom sił i powoduje, że zaczyna się proces stopniowego zdrowienia.
Maca robi coraz większą karierę jako środek do walki z niepłodnością. Kobietom, które straciły wszelką nadzieję na posiadanie potomstwa, maca - nieraz już po kilkutygodniowej, wcale niedrogiej kuracji - pomogła zajść w ciążę, a potem urodzić zdrowe dzieci!
Jeśli rośliną leczniczą jest drzewo, to najwięcej leczniczych
substancji gromadzi się w jego korze. Jeśli natomiast rośliną taką jest
krzak, składniki lecznicze magazynowane są przede wszystkim w korzeniu.
Najbardziej uniwersalną postacią leku jest wywar. Zwykle pić go należy 3
razy dziennie po szklance. Stąd też indiańskimi lekarstwami są zwykle
wywary z korzeni lub kory.
Jednak, aby bronić się
przed chorobami, Ojciec Edmund zaznacza, żeby wzmacniać organizm
odpowiednim odżywianiem. Składniki mineralne i witaminy stanowią bowiem
materiał budulcowy tkanek.
Na podstawie książki
Polecam również świetny film o Ojcu Szelidze i roślinach leczniczych
Znalazłam dwa sklepy z tymi ziołami, ale ich nie znam: TEN i TEN. Ale produkty dające gwarancję jakości, przebadane i z certyfikatem jakości peruwiańskiego Ministerstwa Zdrowia (zdrowia! nie takiego jak w Polsce!) są firmy AMC. Siedziba AMC (Centrum Medycyny Andyjskiej) w Londynie ma konsultantów mówiących po polsku, którzy zalecają kurację w zależności od choroby. Pracują tam, i doradzają, lekarze, którzy byli na wyjeździe w Peru kształcić się w fitoterapii andyjskiej, rozmawiali z wybitnymi lekarzami, znachorami (tak! tam znachorzy pracują też w szpitalach, współpracują z normalnymi lekarzami).